|
środa, 13 października 2010
Nie mam kiedy pisać. W pracy młyn, z bardzo małymi przerwami. W domu nie mam komputera bo w czerwcu wziął i wybuchł, ostał się tylko monitor ;) Mała zaaklimatyzowała się w przedszkolu na dobre, starsza szkoła, zajęcia dodatkowe... i tak biegam. Studia podyplomowe mi nie wypaliły, może od następnego semestru... zobaczymy ilu będzie chętnych. Z jednej strony dobrze, bo nie dość,że ganiam w tygodniu to dołożyłabym sobie zajęć jeszcze w weekend, ale z drugiej strony byłabym bliższa perspektywy robienia czegoś innego. Ale chodzę na hi/lo impact - przynajmniej raz w tygodniu fizycznie porządnie się męczę ;)
piątek, 03 września 2010
Bardzo dużo czasu upłynęło od mojego ostatniego pisania. Minął rok szkolny, pierwsza klasa za nami, żłobek też. Po wakacjach zostały zdjęcia i wspomnienia.
piątek, 30 kwietnia 2010
Tkanka nie do zastąpienia. Jest potrzebna, na razie nie bardzo, ale pewnie niedługo niestety tak. Koleżanki syn - lat 6- ma białaczkę. To dla niego ta krew. Rokowania są dobre. Gdyby ktoś z nielicznych czytających oddawał lub miał zamiar oddać to proszę o kontakt. A poza tym to już prawie maj, dłuższy ciut weekend, trochę wytchnienia i byle do końca roku szkolnego;) Przyda nam się odpoczynek, mijamy się ostatnio i ganiamy (ja) między pracą a zajęciami dodatkowymi, domem, zakupami itd... Małż gania między pracą ;) A teraz aż przez 3 dni pobędziemy razem:) AAA i jeszcze jedno: Młodsza od września dostała się do przedszkola :)))))
niedziela, 11 kwietnia 2010
Tragedia tak niewyobrażalna, że mimo upływającego czasu i stale napływających wiadomości wydaje się być nierealna. Bardzo współczuję rodzinom ofiar :(
piątek, 02 kwietnia 2010
poniedziałek, 29 marca 2010
wtorek, 23 marca 2010
Na szczęście to nie koklusz. Nie zmienia to faktu, że kaszlą strasznie, żadne syropy nie działają, a ja już nie mam pomysłu, bo męczą się strasznie. Ma ktoś jakiegoś pomysła???? PS. Pierwsza noc M. bez smoczka, wczoraj dała go swojej rok młodszej koleżance;) Zobaczymy na jak długo...
poniedziałek, 22 marca 2010
Właśnie się dowiedziałam, że w szkole wykryto przypadki kokluszu...a baby kaszlą jak rasowi gruźlicy. Trzeba lekarzowi powiedzieć. I zobaczymy.
Jest szansa,że w końcu przyjdzie. W sobotę +20 stopni, cudnie, spacer, dzieci grzeczne aż miło. Niedziela - pobudka z wyciem (bo tak!) i tak cały dzień z przerwami :/ Wszystko do dupy. Mam wtedy mordercze instynkty. Mam ochotę wyjść z siebie i nie wrócić, uciec, zaszyć się w jakiejś dziurze. Wtedy też jestem pełna zrozumienia dla matek, które wychodzą z domu i nie wracają... Dziś w pracy odpoczywam od moich bab. A potem niech tatuś się z nimi poużera, ja sobie robię wolne popołudnie. Mam powyżej kokardy. Ciekawe tylko co tatuś na to. Chyba się nie ucieszy, bo starszą na balet trzeba zawieźć i przywieźć, obie zawieźć do lekarza do osłuchania, bo kaszlą. Generalnie przecież to ja zawsze z tym wszystkim zostaję sama, więc.... Dobra wyrzuciłam żale ;) Czas teraz zacząć od nowa, dzień od nowa. PS. Mam tylko nadzieję, że baby nie będą mieć przymusowego siedzenia w domu.
czwartek, 04 marca 2010
Znowu tydzień świstaka, już było światełko w tunelu bo słoneczko, przebiśniegi te sprawy i dupa! Zimno, śnieg, wszyscy już tym zmęczeni. Wczoraj byłam u ortopedy. Skierowanie na rehabilitację dostałam i nawet udało mi się zapisać na 1 kwietnia. Noga boli jak diabli, a lekarz stwierdził,że nie byłoby tak źle gdybym miała gips. Tylko,że wtedy byłabym uziemiona i ja i dzieci i mąż. No cóż kiedyś przejdzie, może. Małż chory, ale dzielnie to znosi, jakieś paskudne przeziębienie go dopadło, więc izoluje się od nas jak tylko się da. Mam nadzieję, że żadna z nas nic nie złapie. Byle do wiosny... |
Archiwum
|